Krew, smród i jeszcze raz krew. W serialach
wygląda to zupełnie inaczej. Ale to jest cholerna rzeczywistość. Czerwień była
wszędzie, ale nie wiedziałam skąd pochodziła. Pomału zaczęłam analizować całe
otoczenie. I to chyba jednak był najgorszy pomysł jaki miałam odkąd
poznałam Olkę.
Wciąż stałam pochylona, trzymając się za brzuch, gdy
poczułam na plecach czyjąś dłoń. Ja
piórkuję! Jeszcze Księcia mi brakowało… A już prawie o nim zapomniałam.
– Wszystko w porządku?
Co, do jasnej
cholery, on wygaduje?! Nie czuje tego smrodu?! Nie widzi krwi?! Zmierzyłam go sarkastycznym spojrzeniem, po czym
skupiłam się znowu na scenie w holu.
To nie tak, że zamordowano tu dużo osób. Po prostu
ich części ciała porozrzucane były po całym pomieszczeniu, co tworzyło
makabryczną scenerię rodem z filmów Tarantino. Najgorsze były oczy tego
mężczyzny z prawej – niby wypadły, a jednak wciąż zwisały z oczodołów. Olce by
się spodobało…
Natomiast William wyglądał jak gdyby nigdy nic.
A wręcz dostrzegłam w jego błękitnych oczach złote iskierki
zaciekawienia. No to trafił mi się
psychol!
Nagle z lewej strony, zza lady wyskoczył
obiekt. Zanim zorientowałam się, że to kobieta, zaczął biec w stronę
wyjścia. Potargane włosy, rozwalony strój – ogólnie, kolejny psychol.
Ale nie zapominajmy o Psycholu nr 1, który w tym
momencie zaczął biec i rzucił się na kobietę niczym w zawodach MMA.
– Co ty robisz?! Mało masz trupów?! – rzuciłam się
w ich stronę. Trzeba było sprawdzić, czy Psychol nr 2 wciąż żyje. – Złaź
z niej! – już zapomniałam, jaki on był ciężki.
– Kim wy jesteście?! Nie zabijajcie mnie! Jestem
zbyt młoda, żeby umierać! Niedawno wzięłam kredyt, jestem w ciąży, a ojciec
dziecka zostawił mnie samą. Matka ma Parkinsona, a ojciec mnie… – Nienawidzę jej. Nie chodzi o to. że
pieprzy jak potłuczona. Chodzi o tę cudowną rękę Willa, która wylądowała na
ramieniu tej dzikuski. ON. JEST. MÓJ.
– Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Nie chcemy cię
zabić. Powiedz nam co tu się wydarzyło. – To
już przesada. Czy ona musi patrzeć mu się prosto w oczy?
– Ekhm, ekhm – próbowałam zwrócić ich uwagę na
siebie. Halo, ja też tu jestem!
Oczywiście tego nie powiedziałam, ale… – Tak, więc co się stało? – złapałam ją
za rękę i przyciągnęłam bliżej siebie. Dziewczyna odwróciła się
i zwymiotowała. Oczywiście na moje buty. Eh, Olka przynajmniej wiedziała, gdzie rzygać. – Dzięki. Teraz to
musisz mi powiedzieć, co się stało.
– Spokojnie. Uspokój się. Jak będziesz gotowa, to
nam powiesz. – Jak zwykle dżentelmen…
– Nie. Teraz. Mów!
– Ale ja nic nie wiem.
– Zacznijmy od początku. Co widziałaś?
– Hmm. Niech się zastanowię… Stałam za ladą kiedy to
wszystko się wydarzyło:
30
minut wcześniej
– Tu jest pańska karta, pokój znajduje się na
trzecim piętrze. Życzę miłego pobytu – Kolejny
stary facet. Czemu nie ma tu przystojnych gości? Następnym razem muszę znaleźć
lepszą pracę! Sara szturchnęła mnie w ramię, podniosła wysoko
brwi i zaczęła nimi sugestywnie ruszać. Od razu popatrzyłam w stronę
wejścia i zobaczyłam Ich. Boskie cudeńka. To mój szczęśliwy dzień!
Popatrzyłam na Sarę, a ta kiwnęła na środkowego. Nieee, znowu zajęła najprzystojniejszego.
Czarne włosy, czarne oczy – po prostu ideał! Ale tamci też nie byli tacy źli.
To znaczy jeden, bo ten
z lewej: blondyn, niebieskie oczy, był wielki. Takiej góry mięśni już
dawno nie widziałam. Tego z prawej można było posądzić
o albinizm, ale te soczysto zielone oczy zaprzeczały temu. Dalej pożerałabym ich wzrokiem, ale jakaś kobieta
zaczęła krzyczeć. Dopiero wtedy zauważyłam, co mają przy sobie. To była b r o ń!!!
Prawdziwa broń, nie jakiś tam marny nóż do krojenia chleba, ale prawdziwy
tasak! Czarny odłączył się od grupy i zaczął iść w stronę windy. Coś
było cholernie nie tak… Dlaczego ochroniarze ich nie zatrzymali?
– Mickii… Boję się…
– Cichooo – kiedy podnosili pistolety, które mieli
schowane w kurtkach, wiedziałam, że to nie na jakiś pokaz klaunów. Tego
huku chyba nigdy nie zapomnę. Wszyscy zaczęli krzyczeć. Ostatnie co zarejestrowałam,
rzucając się na podłogę, to to że nie słyszałam krzyków Sary. Będąc na podłodze
stwierdziłam, ze leżała koło mnie, ale nie ruszała się… Zaczęłam szlochać,
trzęsłam się jak nigdy w życiu. To było przerażające. Krzyki ludzi nie
przestawały cichnąc, a dwóch mężczyzn cały czas się śmiało. Odgłosy były okropne
– jakby cięli drewno albo coś bardzo twardego… Nie, oni nie mogą…
– Bleeeee – zwymiotowałam całą zawartość swojego
żołądka. Jeszcze bardziej przylgnęłam do podłogi. Między ladą a podłogą była
szpara. Zaczęłam się przyglądać. Wszędzie była krew, a po prawej leżał jakiś beżowy
przedmiot cały we krwi. O Boże, to była noga! O nie znowu będę… Opanuj się, nie rzygaj, nie rzygaj.
– Dobra chłopaki,
zbieramy się. Mam ją – usłyszałam, wracającego czarnego. Miał coś ze sobą.
Jakiś duży przedmiot przerzucony przez ramię. Ciekawe co to…
***
– Więc mówisz, że to coś wiszące przez ramię tego
trzeciego to twoja przyjaciółka, tak? Szczerze, to nie wyglądała na żywą…
– Nie twój interes. – Miałam ochotę porządnie jej
obić tę słodką twarzyczkę. Nie zdążyłam zrobić nic szczególnego, bo Will złapał
mnie za przegub.
– Dobra, dzięki za wszystko. My już będziemy lecieć.
Najlepiej jakbyś jeszcze wyszła na świeże powietrze i zawiadomiła policję.
– Rzucił swój czarujący uśmieszek i zaczął ciągnąć mnie na tył hotelu.
Skąd wiedział, gdzie jest tylne wyjście, nie miałam pojęcia, najważniejsze, że
w końcu mogłam odetchnąć.
– I co zamierzasz teraz zrobić?
– Hmmmm, niewiele nam dała ta opowieść, ale hmmmmm…
Czekaj, tu musi być monitoring. Daj mi chwilę, zaraz będę z powrotem. Nie
ruszaj się stąd! – Dlaczego zostawił mnie
tu samą? Nie za ciekawa ta okolica…Tyły budynków, kontenery na śmieci, po
prostu super. Już prawie okrąg wydrążyłam w tym asfalcie, kiedy w końcu
wrócił.
– I jak? Masz?
– Nic nie znalazłem, a policja już jest pod
budynkiem. Chodź, musimy iść.
– Czy ty boisz się policji? Kim ty jesteś?! –
Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Taki pobity piesek, który aż prosi się żeby
go pogłaskać i przytulić. Jak dobrze, że nie lubię psów.
– Wiesz, że to nie działa, prawda? Mów.
– Ach, uspokój się kotku, wszystko w swoim czasie.
Obiecuję, że powiem ci wszystko, ale po kolei. Najpierw chodźmy stąd. Wiem,
gdzie możemy dostać nagrania z tutejszych kamer. Nie lubię hakerów, ale przyznam
– mogą się nam teraz przydać – wyciągał do mnie rękę i spojrzał prosto
w oczy. – No chodź…
– Nie.
– Nie wygłupiaj się. Mówiłem, porozmawiamy później…
– Nie o to chodzi! Moje buty… – Zerknął
w dół na moje buty i wzruszył ramionami, jakby to było nic takiego! –
Potrzebuję nowych butów!
– A co z Olką? Czy to nie jej życie chcesz
ocalić?!
– Chuj z Olką! Ja w obrzyganych butach nie
będę chodzić!
– Hyyyyyy… Kobiety…
***
O Boże, dlaczego
wszystko mnie tak bardzo boli… I czemu tu jest tak ciemno… O Boże,
Boże, boję się. Nie uspokój się Olka. To nic takiego, przypomnij sobie, co
ostatnio się wydarzyło. Gdzie byłam, co robiłam, hmmmmm… Ostatnio… Czarne
włosy… Aaa, ten pierdoleniec. Zostałam porwana!!! O nie, o nieee. Dobra, a
teraz skup się, gdzie ty kurwa jesteś?! Ała… O Boże, chyba jestem
w bagażniku… Co robić? Co robić?! Myśl!
– Aaaaaaa ratunku, pomocy aaaaaaaaaaa!!!
– Zamknij mordę, bo Cię zaraz uciszę!
– Spróbuj ty
porywaczu! Ty gnido! Ty padalcu!!! – samochód zaczął gwałtownie przyspieszać. Nie uciekniesz przede mną, muahahahaha!… Ale
przecież to ja jestem porwana… O kurwa! Co on chce osiągnąć, debil jeden.
Jejuś, jedziemy już tak szybko… On chyba nie chce…? Następne co usłyszałam
to pisk opon. Moje ciało zrobiło się bezwładne, uderzyłam o coś mocno
i znowu zrobiło mi się czarno przed oczami… Mam już dość…
Komentarze
Prześlij komentarz