Rozdział 4.

Krew, smród i jeszcze raz krew. W serialach wygląda to zupełnie inaczej. Ale to jest cholerna rzeczywistość. Czerwień była wszędzie, ale nie wiedziałam skąd pochodziła. Pomału zaczęłam analizować całe otoczenie. I to chyba jednak był najgorszy pomysł jaki miałam odkąd poznałam Olkę.
Wciąż stałam pochylona, trzymając się za brzuch, gdy poczułam na plecach czyjąś dłoń. Ja piórkuję! Jeszcze Księcia mi brakowało… A już prawie o nim zapomniałam.
– Wszystko w porządku?
Co, do jasnej cholery, on wygaduje?! Nie czuje tego smrodu?! Nie widzi krwi?! Zmierzyłam go sarkastycznym spojrzeniem, po czym skupiłam się znowu na scenie w holu.
To nie tak, że zamordowano tu dużo osób. Po prostu ich części ciała porozrzucane były po całym pomieszczeniu, co tworzyło makabryczną scenerię rodem z filmów Tarantino. Najgorsze były oczy tego mężczyzny z prawej – niby wypadły, a jednak wciąż zwisały z oczodołów. Olce by się spodobało…
Natomiast William wyglądał jak gdyby nigdy nic. A wręcz dostrzegłam w jego błękitnych oczach złote iskierki zaciekawienia. No to trafił mi się psychol!
Nagle z lewej strony, zza lady wyskoczył obiekt. Zanim zorientowałam się, że to kobieta, zaczął biec w stronę wyjścia. Potargane włosy, rozwalony strój – ogólnie, kolejny psychol.
Ale nie zapominajmy o Psycholu nr 1, który w tym momencie zaczął biec i rzucił się na kobietę niczym w zawodach MMA.
– Co ty robisz?! Mało masz trupów?! – rzuciłam się w ich stronę. Trzeba było sprawdzić, czy Psychol nr 2 wciąż żyje. – Złaź z niej! – już zapomniałam, jaki on był ciężki.
– Kim wy jesteście?! Nie zabijajcie mnie! Jestem zbyt młoda, żeby umierać! Niedawno wzięłam kredyt, jestem w ciąży, a ojciec dziecka zostawił mnie samą. Matka ma Parkinsona, a ojciec mnie… – Nienawidzę jej. Nie chodzi o to. że pieprzy jak potłuczona. Chodzi o tę cudowną rękę Willa, która wylądowała na ramieniu tej dzikuski. ON. JEST. MÓJ.
– Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Nie chcemy cię zabić. Powiedz nam co tu się wydarzyło. – To już przesada. Czy ona musi patrzeć mu się prosto w oczy?
– Ekhm, ekhm – próbowałam zwrócić ich uwagę na siebie. Halo, ja też tu jestem! Oczywiście tego nie powiedziałam, ale… – Tak, więc co się stało? – złapałam ją za rękę i przyciągnęłam bliżej siebie. Dziewczyna odwróciła się i zwymiotowała. Oczywiście na moje buty. Eh, Olka przynajmniej wiedziała, gdzie rzygać. – Dzięki. Teraz to musisz mi powiedzieć, co się stało.
– Spokojnie. Uspokój się. Jak będziesz gotowa, to nam powiesz. – Jak zwykle dżentelmen…
– Nie. Teraz. Mów!
– Ale ja nic nie wiem.
– Zacznijmy od początku. Co widziałaś?
– Hmm. Niech się zastanowię… Stałam za ladą kiedy to wszystko się wydarzyło:

30 minut wcześniej
– Tu jest pańska karta, pokój znajduje się na trzecim piętrze. Życzę miłego pobytu – Kolejny stary facet. Czemu nie ma tu przystojnych gości? Następnym razem muszę znaleźć lepszą pracę! Sara szturchnęła mnie w ramię, podniosła wysoko brwi i zaczęła nimi sugestywnie ruszać. Od razu popatrzyłam w stronę wejścia i zobaczyłam Ich. Boskie cudeńka. To mój szczęśliwy dzień!
Popatrzyłam na Sarę, a ta kiwnęła na środkowego. Nieee, znowu zajęła najprzystojniejszego. Czarne włosy, czarne oczy – po prostu ideał! Ale tamci też nie byli tacy źli. To znaczy jeden, bo ten z lewej: blondyn, niebieskie oczy, był wielki. Takiej góry mięśni już dawno nie widziałam. Tego z prawej można było posądzić o albinizm, ale te soczysto zielone oczy zaprzeczały temu. Dalej pożerałabym ich wzrokiem, ale jakaś kobieta zaczęła krzyczeć. Dopiero wtedy zauważyłam, co mają przy sobie. To była b r o ń!!! Prawdziwa broń, nie jakiś tam marny nóż do krojenia chleba, ale prawdziwy tasak! Czarny odłączył się od grupy i zaczął iść w stronę windy. Coś było cholernie nie tak… Dlaczego ochroniarze ich nie zatrzymali?
– Mickii… Boję się…
– Cichooo – kiedy podnosili pistolety, które mieli schowane w kurtkach, wiedziałam, że to nie na jakiś pokaz klaunów. Tego huku chyba nigdy nie zapomnę. Wszyscy zaczęli krzyczeć. Ostatnie co zarejestrowałam, rzucając się na podłogę, to to że nie słyszałam krzyków Sary. Będąc na podłodze stwierdziłam, ze leżała koło mnie, ale nie ruszała się… Zaczęłam szlochać, trzęsłam się jak nigdy w życiu. To było przerażające. Krzyki ludzi nie przestawały cichnąc, a dwóch mężczyzn cały czas się śmiało. Odgłosy były okropne – jakby cięli drewno albo coś bardzo twardego… Nie, oni nie mogą…
– Bleeeee – zwymiotowałam całą zawartość swojego żołądka. Jeszcze bardziej przylgnęłam do podłogi. Między ladą a podłogą była szpara. Zaczęłam się przyglądać. Wszędzie była krew, a po prawej leżał jakiś beżowy przedmiot cały we krwi. O Boże, to była noga! O nie znowu będę… Opanuj się, nie rzygaj, nie rzygaj.
– Dobra chłopaki, zbieramy się. Mam ją – usłyszałam, wracającego czarnego. Miał coś ze sobą. Jakiś duży przedmiot przerzucony przez ramię. Ciekawe co to…

***

– Więc mówisz, że to coś wiszące przez ramię tego trzeciego to twoja przyjaciółka, tak? Szczerze, to nie wyglądała na żywą…
– Nie twój interes. – Miałam ochotę porządnie jej obić tę słodką twarzyczkę. Nie zdążyłam zrobić nic szczególnego, bo Will złapał mnie za przegub.
– Dobra, dzięki za wszystko. My już będziemy lecieć. Najlepiej jakbyś jeszcze wyszła na świeże powietrze i zawiadomiła policję. – Rzucił swój czarujący uśmieszek i zaczął ciągnąć mnie na tył hotelu. Skąd wiedział, gdzie jest tylne wyjście, nie miałam pojęcia, najważniejsze, że w końcu mogłam odetchnąć.
– I co zamierzasz teraz zrobić?
– Hmmmm, niewiele nam dała ta opowieść, ale hmmmmm… Czekaj, tu musi być monitoring. Daj mi chwilę, zaraz będę z powrotem. Nie ruszaj się stąd! – Dlaczego zostawił mnie tu samą? Nie za ciekawa ta okolica…Tyły budynków, kontenery na śmieci, po prostu super. Już prawie okrąg wydrążyłam w tym asfalcie, kiedy w końcu wrócił.
– I jak? Masz?
– Nic nie znalazłem, a policja już jest pod budynkiem. Chodź, musimy iść.
– Czy ty boisz się policji? Kim ty jesteś?! – Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Taki pobity piesek, który aż prosi się żeby go pogłaskać i przytulić. Jak dobrze, że nie lubię psów.
– Wiesz, że to nie działa, prawda? Mów.
– Ach, uspokój się kotku, wszystko w swoim czasie. Obiecuję, że powiem ci wszystko, ale po kolei. Najpierw chodźmy stąd. Wiem, gdzie możemy dostać nagrania z tutejszych kamer. Nie lubię hakerów, ale przyznam – mogą się nam teraz przydać – wyciągał do mnie rękę i spojrzał prosto w oczy. – No chodź…
– Nie.
– Nie wygłupiaj się. Mówiłem, porozmawiamy później…
– Nie o to chodzi! Moje buty… – Zerknął w dół na moje buty i wzruszył ramionami, jakby to było nic takiego! – Potrzebuję nowych butów!
– A co z Olką? Czy to nie jej życie chcesz ocalić?!
– Chuj z Olką! Ja w obrzyganych butach nie będę chodzić!
– Hyyyyyy… Kobiety…

***

O Boże, dlaczego wszystko mnie tak bardzo boli… I czemu tu jest tak ciemno… O Boże, Boże, boję się. Nie uspokój się Olka. To nic takiego, przypomnij sobie, co ostatnio się wydarzyło. Gdzie byłam, co robiłam, hmmmmm… Ostatnio… Czarne włosy… Aaa, ten pierdoleniec. Zostałam porwana!!! O nie, o nieee. Dobra, a teraz skup się, gdzie ty kurwa jesteś?! Ała… O Boże, chyba jestem w bagażniku… Co robić? Co robić?! Myśl!
– Aaaaaaa ratunku, pomocy aaaaaaaaaaa!!!
– Zamknij mordę, bo Cię zaraz uciszę!
– Spróbuj ty porywaczu! Ty gnido! Ty padalcu!!! – samochód zaczął gwałtownie przyspieszać. Nie uciekniesz przede mną, muahahahaha!… Ale przecież to ja jestem porwana… O kurwa! Co on chce osiągnąć, debil jeden. Jejuś, jedziemy już tak szybko… On chyba nie chce…? Następne co usłyszałam to pisk opon. Moje ciało zrobiło się bezwładne, uderzyłam o coś mocno i znowu zrobiło mi się czarno przed oczami… Mam już dość…

Komentarze