Rozdział 2.

Drzwi.
Jak gdyby nigdy nic, w moją stronę leciały cholerne drzwi! Nie wiedziałam, co zrobić. Po prostu stałam tam i patrzyłam. Można powiedzieć, że czekałam na śmierć. Ale na moje szczęście mężczyzna stojący obok "delikatnie" rzucił się na mnie. Oboje twardo wylądowaliśmy na podłodze. Nie dość, że po ziółkach wszystko mnie bolało, to jeszcze ta wielka masa dosłownie wbiła mnie w ziemię. Nie mogłam się ruszyć. Ile on ważył? Nie wyglądał na ciężkiego… Czy on w ogóle jeszcze żył? Poczułam jego oddech na swoim policzku, więc było dobrze…
– Ej, Natalia, żyjesz? – spojrzałam w stronę z której pochodził głos. Przynajmniej jej nic się nie stało. Jeszcze tego by brakowało, żeby mi jęczała, że coś ją boli…
Zaczęłam rozglądać się po tym bałaganie. I wtedy go zobaczyłam.
Czarny cień stojący za framugą, gdzie jeszcze przed chwilą były drzwi. Wszedł w światło i mogłam mu się lepiej przyjrzeć. Zaczęłam czuć, że dobrze się to nie skończy.
Budowę miał podobną jak mężczyzna leżący na mnie, z tym że ten drugi był po prostu przerażający. Czarne włosy i oczy sugerowały, że kociakami to on swojego psa karmi. No i jeszcze ta blizna z prawej strony. Demon wcielony. Spojrzał w moją stronę. Przebiegł wzrokiem całe pomieszczenie. W końcu skupił spojrzenie na Olce. I już wiedziałam, po co tu przybył. Zaczęłam się szamotać – musiałam jakoś jej pomóc. Uratować ją.
– Ol… – co ona, do cholery, robiła? Gdzie chciała uciec? Tu nie było miejsca. I jeszcze się wyjebała przez kanapę! Po prostu pięknie! Ponowiłam próbę ocucenia mojego niedoszłego wybawcy. Kiedy zapadła cisza, podniosłam wzrok ku górze i zobaczyłam jak nieznajomy wynosił szamoczącą się Olkę z za kanapy przerzuconą przez jego ramię. Jej krzyki obudziłyby martwego. Kiedy ponowiłam próbę wyswobodzenia się, usłyszałam ją ponownie.
–  Nataliaa, ty frajerze ratuj mnieeeee!!! – Ostanie słowa jakie padły z jej ust, zanim zniknęła mi z oczu. Jak zwykle z klasą.
I wtedy zrozumiałam, że to nie może się tak skończyć. Nie mogą mi jej zabrać. Miałyśmy tyle wspólnych planów na przyszłość. Nawet jeśli cały czas mnie denerwowała, była niemiła, wredna i ogólnie jej nie lubiłam, to była bardzo ważną częścią mojego życia.
Poczułam jak cały stres dzisiejszego dnia pobudza moje ciało do działania. Zrobiłam największy zamach, jaki zdołałam zrobić, leżąc pod osiemdziesięcioma kilogramami mięśni i uderzyłam mężczyznę w twarz. Nie oszczędziłam nawet siebie. A bolało…
Ocknął się, podskoczył i spojrzał na mnie. Potrząsnął kilka razy głową.
– Musi… – przyłożył palec do moich ust, karząc mi pozostać cicho. Podał mi dłoń i znów na jego twarzy pojawił się ten anielski uśmiech, od którego nogi mi topniały. Gdy już pewnie stałam na stopach. Sprawdził z każdej strony, czy jestem cała i zdrowa.
– Teraz mów – już brałam wdech, aby opowiedzieć mu wszystko w skrócie i kazać mu biec, uratować Olkę, kiedy dokończył – jak bardzo mnie kochasz – moja irytacja sięgnęła zenitu. Spojrzałam na niego pogardliwym wzrokiem.
– Tak, wiem, przepraszam, tylko żartowałem – i znowu ten uśmiech. Jak tu się na niego denerwować?
– Olka. Ktoś przyszedł i ją zabrał.
– Co ty powiedziałaś? – o proszę, książę w końcu się obudził i już nie ma tego czarującego faceta, bo nagle jego rysy twarzy zmieniły się diametralnie. Pojawiło się zdenerwowanie, strach i… niedowierzanie? Nie byłam pewna – tak trudno go rozszyfrować.
Złapał mnie za rękę i zaczął ciągną w stronę wyjścia. Wyszliśmy na korytarz i stanęliśmy przed drzwiami windy. Nacisnął wszystkie guziki jakie znajdowały się na panelu, po czym zastygł w bezruchu. Ten facet jest nienormalny.
– Zasadniczo mam pytanko – kim ty właściwie jesteś? – spojrzał na mnie jak na kompletną idiotkę.
– Twoim mężem – jego odpowiedź wprawiła mnie w osłupienie. Mężem?
– Czekaj! Co?! Od kiedy?
- Hmmm… Jakby się tak zastanowić, to od około 32 godzin 15 minut i 48 sekund – zakomunikował to wszystko na jednym wdechu i uśmiechnął się w ten swój sposób.
– Kurwa… – on chyba sobie żartował! – Czy ty wiesz, że ja mam dopiero 19 lat i nie planowałam małżeństwa, a co dopiero dzieci! Przecież ja nawet chłopaka nie miałam, do jasnej cholery, więc jakim cudem mogę mieć cholernego męża! – Te cholerne drzwi musiały go chyba za mocno uderzyć, bo pieprzył od rzeczy.
– Chcesz zobaczyć akt małżeństwa, czy może wolisz zacząć ratować swoją koleżankę? – spojrzał na mnie z błyskiem rozbawienia w oku.
– Kij z Olką! Ja mam męża! – przymrużył oczy, przechylił głowę i już mnie miał. Szlag niech trafi wszystkie plany życiowe, rodzinę. Ja miałam boskiego faceta! Nagle zorientowałam się, że na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech i już oboje wiedzieliśmy, że jestem jego…
–Skoro wyjaśniliśmy już sobie tę kwestię kotku, to może wejdziemy do windy? – i znowu obdarzył mnie lekko sarkastycznym uśmieszkiem.
Dobra, zacznijmy od początku. Skup się Natalia, zadaj mu jakieś sensowne pytanie.
– Czy my skonsumowaliśmy już nasz związek? – to pytanie chyba zbiło go z pantałyku, ponieważ jego źrenice się rozszerzyły. – Dobra, inaczej… Ile masz lat? Nie czekaj, jak ty właściwie masz na imię?!
– Nie pamiętasz? – wyglądał na lekko zawiedzionego.
– Ostatnie co kojarzę to pokój, w którym byłyśmy z Olką we dwie. Była środa, jeśli się nie mylę…
– Hahaha! Dzisiaj jest niedziela – byłam przerażona. Nic mi się nie zgadzało. Byłam na drugim końcu świata i nie pamiętałam trzech dni wstecz. Ale zawsze mogło być gorzej i mogłam być teraz na miejscu Olki… Z rozmyślań wyrwał mnie głos mojego towarzysza.
– Dobra zacznijmy od podstaw. Mam na imię Will, 21 lat, a co do pracy, jakbym Ci powiedział to musiałbym cię zabić – zaskoczona spojrzałam na niego. Zaczął mnie trochę przerażać. Ale jakim cudem taki idealny facet o czekoladowych włosach i tak niesamowitych oczach mógł  być psychopatą? To nie wykonalne.
– Spotkaliśmy się w piątek wieczorem w jednym z klubów. Gdy tylko cię zoba…
– Nie mamy czasu, streszczaj się! – choć ciekawa byłam jego wrażeń na mój temat, nie mieliśmy czasu!
– Okej, spokojnie. Zagadałem do was i dużo wypiliśmy. Później kupiłem Ci pierścionek i się zaręczyliśmy. Nie chciałaś czekać, więc koło 3 w nocy wzięliśmy ślub. Olka była i druhną, i drużbą jednocześnie. Wszechstronna dziewczyna… – na jego twarzy pojawiła się specyficzna mina i już wiedziałam, że Olka musiała być bardzo nieokrzesana. O Boże, nawet nie chciałam sobie wyobrażać, co ona tam wyprawiała. – Sobota… Praktycznie całą sobotę przepiliśmy… Kiedy zaczęłaś tańczyć na rurze, której nawet nie było zabrałem cię do pokoju. Zostawiłem Olkę samą i to najwidoczniej był błąd. Coś musiała spierdolić…
– Jak zwykle… – mruknęłam i porozumiewawczo kiwnęliśmy głowami. – Nic z tego nie pamiętam – zwiesiłam ramiona, zawiedziona rzeczywistością. Nagle poczułam jak otoczył mnie swoimi umięśnionymi ramionami i przyciągnął mnie do siebie. Już chciałam zatopić się w jego uścisku, kiedy nagle wepchnął mnie do windy. Czar szlag trafił. Romantyk na razie był z niego słaby, ale miał czas, żeby się jeszcze wyrobić. W końcu jesteśmy MAŁŻEŃSTWEM!
Podczas jazdy windą w dół zapadła cisza, która jednak wcale nie była krępująca. Will wyglądał jakby intensywnie nad czymś myślał. Mimowolnie zaczęłam powracać myślami do wcześniejszych wydarzeń. Przypomniałam sobie, że nie było przy mnie Olki. Że została porwana i istniało duże prawdopodobieństwo, że już nigdy jej nie zobaczę… W oczach zaczęły zbierać mi się łzy.

Wtedy otworzyły się drzwi windy. Moją pierwszą myślą było, że trochę przesadzili w wystroju holu z kolorem czerwonym. Po chwili dotarł do mnie metaliczny zapach. Wtedy wszystko nabrało sensu. Świadomość tego, na co patrzyłam, uderzyła we mnie ze dwojoną siłą. Odwróciłam się i zwymiotowałam całą zawartość mojego żołądka…

Komentarze

  1. Natknęłam się na twój blog przypadkiem, ale od razu zaczęłam czytać, naprawdę się wciągnęłam :)
    Podoba mi się twój styl pisania jak i fabuła. Czekam na kolejne rozdziały, mam nadzieję, ze się pojawią :)
    A tym czasem zapraszam do mnie http://wykrzyczmiszeptemmm.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Noo, współczuje Natalii... mieć taką wyrwę w pamięci musi być okropne, chociaż na nowego męża pewnie nie narzeka, haha :D Rozwalił mnie tekst: "Nawet jeśli cały czas mnie denerwowała, była niemiła, wredna i ogólnie jej nie lubiłam, to była bardzo ważną częścią mojego życia." normalnie mogłabym to samo powiedzieć o mojej przyjaciółce xD Pojawiło się też trochę błędów, ale jestem zbyt pod wrażeniem tej fabuły, żeby ci je teraz wytykać ;)
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział :3
    pisujesobie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz